27.12.2015

Hello, czyli powrót. 5 najlepszych książek które przeczytałam w 2015 roku.

Cześć! Mam nadzieję, że przez 4 miesiące nie zapomniałam jak się dodaje posty. To były 4 miesiące wypełnione pracą, zmęczeniem, brakiem czasu, nauką i zmartwieniami. Trudno powiedzieć, dlaczego blog poszedł w odstawkę, ale zdecydowanie zabrakło mi motywacji do jego pisania. Teraz, kilka dni przed końcem roku postanowiłam jednak dać mu szansę. Ostatnio mam więcej czasu, co jest związane ze zmianami w moim życiu zawodowym, jest więc szansa, że blog odżyję. Chciałabym tego, ale nie wiem czy podołam. Wczoraj jednak wpadł mi do głowy pomysł na wpis, który dzisiaj chcę zrealizować. Nic odkrywczego, ale chyba właśnie takie wpisy pod koniec roku są najbardziej pożądane. Przynajmniej ja takie lubię czytać, a wciąż chce tego, żeby ten blog był taki, jaki sama chciałabym czytać. A więc 5 najlepszych książek, jakie przeczytałam w tym roku. Szczerze mówiąc, przeczytałam dużo za mało książek niż bym chciała, ale i tak więcej niż statystyczny Polak (choć nie wierzę że jest z nami tak źle, skoro co drugi znalazł książkę pod choinką) – 31. Okazuje się, że jest to wynik identyczny do roku poprzedniego! Może jednak uda mi się do 31 grudnia skończyć książkę, którą obecnie czytam i wynik ten poprawię. A najlepsze z tych 31 książek były:




  1. Najgorszy człowiek na świecie – Małgorzata Halber
Niewątpliwie mój nr 1 i jedna z najlepszych książek jakie czytałam w życiu. To książka strasznie prawdziwa. To zabrzmi jak banał, bo ogromna ilość osób do Halber w ten sposób pisze, ale ja poczułam, czytając tę książkę, że to jest książka o mnie – o moich lękach, niepokojach, kompleksach, wątpliwościach. Choć nie jestem alkoholiczką, narkomanką ani innym nałogowcem. Uważam, że każdy powinien tę książkę przeczytać, bo doskonale opisuje współczesność i na wiele spraw otwiera oczy. Więcej o niej napisałam tutaj.

  1. Artur Rojek. Inaczej – Aleksandra Klich
To z kolei świeżynka, którą wczoraj skończyłam czytać. Dla fanów Artura Rojka pozycja obowiązkowa. Artur to niesamowicie ciekawy człowiek, mający wiele do powiedzenia, mający ogromną wrażliwość. To wielka przyjemność poznać go bliżej, nie tylko jako artystę, ale jako człowieka, co dzięki temu wywiadowi rzece jest możliwe. Nie wiedzieć czemu książka ta mnie poniekąd wzruszyła, może dlatego, że artysta mówi tu pięknie o miłości, rodzinie, ojcostwie, swoim dzieciństwie. Poruszane są oczywiście także tematy związane z zespołem Myslovitz - Rojek odkrywa kulisy funkcjonowania zespołu i kulisy jego rozpadu (czy raczej jego odejścia z grupy). Bez kontrowersji, ale z klasą – choć nie zawsze takie książki są dobrymi pomysłami, Rojek nie musi się wstydzić.

  1. Portret damy- Henry James
Udało mi się w tym roku sięgnąć także po klasykę. Ponoć bez Henry’ego Jamesa współczesne powieści nie wyglądałyby tak jak wyglądają. 900-stronicowy Portret damy jest interesujący nie tylko jeśli chodzi o fabułę, ale i o sam warsztat literacki. James jest mistrzem szkiców psychologicznych, co szczególnie widać w tej książce. Powołując do życia Isabel Archer stworzył jeden z najbardziej wnikliwych obrazów kobiety w literaturze. Obok jego bohaterki nie da się przejść obojętnie, jak wobec całej powieści, którą czyta się jednym tchem. Więcej o  niej pisałam tutaj.


  1. Paryż – Edward Rutherfurd
Inną książką, którą czytałam w tym roku bardzo długo z uwagi na jej objętość jest Paryż Edwarda Rutherfurda. To wielowątkowa i wielowarstwowa epopeja o Paryżu, mieście świateł i mieście miłości. O tym jak Paryż budowano, jak się w nim żyło różnym grupom społecznym i narodowościowym, o tym jak się w nim zakochiwano. Przeszłość miasta poznajemy dzięki retrospekcjom – autor funduje nam ogromne skoki czasowe. Akcję kolejnych rozdziałów dzieli czasem  200 a czasem 600 lat, co doskonale urozmaica lekturę. Rutherfurd wymyślił sobie bardzo ciekawy koncept i gdyby nie objętość pewnie już sięgnęłabym po jego Nowy Jork. Póki co jednak zaczekam na Londyn. Cała recenzja tutaj.

  1. Półbrat – Lars Saabye Christensen
Z tą ostatnią książką, szczerze mówiąc, miałam problem bo przeczytałam raczej więcej słabych czy średnich książek niż rewelacyjnych. Ale Półbrat akurat nie jest zły, wręcz przeciwnie, tyle tylko, że jest to tak trudna, wymagająca powieść, że trudno mi ją wspominać z przyjemnością. Jej przeczytanie również zajęło mi sporo czasu, bo to kolejna cegła którą w tym roku przeczytałam (900 stron; w sumie taka cegła to niezły powód do dumy ;)). Uważany za najważniejszą książkę w dorobku norweskiego kandydata do Nobla, Półbrat jest pełną dramatów sagą rodzinną, ponurą, smutną, gorzką, ale piękną. Pięknie opowiada o miłości, ale przedstawia też dużo zła. Jest jedną wielką metaforą, dlatego aby ją zrozumieć trzeba dużo uwagi i cierpliwości. Ale warto. Moja recenzja tutaj .

Mam nadzieję, że w 2016 roku uda mi się przeczytać więcej książek (a na pewno nie mniej) i odkryć podobne perełki. A w planach mam przede wszystkim:

  1. Coś Hemingwaya. Nie wiem co (może podrzucicie jakiś tytuł?), ale wiem, że w końcu wypadałoby poznać się z Noblistą, znanym mi tylko z nawiązań do niego w innych powieściach czy z genialnego O północy w Paryżu.
  2. Co nas nie zabije. Czyli czwarta część sagi Millenium, pisana przez innego autora. Jestem ciekawa jak wyszło.
  3. Dziewczyna z pociągu. Recenzje prasowe są świetne, ale ja słyszałam że wcale nie jest to tak dobra książka. I tym bardziej zapragnęłam ją przeczytać – przed wejściem do kin ekranizacji.
  4. Ciemno, prawie noc Joanny Bator. Książka nagrodzona Nike, książka o której dużo się mówiło, książka która jest ekranizowana. A jak w Polsce jakaś książka jest ekranizowana to już coś znaczy. Poza tym Bator lubię za jej opowieści japońskie.
  5. Książki Katarzyny Bondy – Pochłaniacz, Okularnik. Bardzo lubię kryminały, ale opuściłam się w ich czytaniu. Skoro Bonda jest nową królową tego gatunku w Polsce, a jej jeszcze nie znam, trzeba to zmienić.
  6. Coś Gillian Flynn. Właściwie jak wyżej – Flynn podobno świetnie pisze, a film Zaginiona dziewczyna bardzo mi się podobał, zatem chciałabym poznać literacki pierwowzór.
  7. Coś Szczepana Twardocha. Jestem na bakier z polską literaturą nowoczesną i czuję, że proza Twardocha mi się nie spodoba, ale z uwagi na pozycję jaką osiągnął w tak krótkim czasie, uważam, że powinnam choćby dać mu szansę. 

To tyle o książkach. Mam nadzieję, że do końca roku uda mi się stworzyć podobne zestawienie filmowo – serialowe. 

3 komentarze:

  1. Właśnie skończyłam "Nowy Jork". Fajny! Ale z tego co widzę, pisany inaczej, bo w tym wypadku autor zachował chronologię zdarzeń. Zaczyna od 1664 roku, a kończy na ataku na WTC.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, miło Cię widzieć!
    Ja mam taki sam problem z książkami, w tym roku z reguły słabe, ale w takich przypadkach nawet ich nie kończę. Takim sposobem mam mnóstwo zaczętych, a mało skończonych w tym np. wspomniane "Ciemno, prawie noc". Heh, jestem głodna dobrych książek, ale ostatnio po prostu nie mam szczęscia. Teraz czekam na wpis o filmach.

    OdpowiedzUsuń
  3. O, jak miło że wróciłaś :)
    Widzę bardzo ciekawe tytuły, zapewnie kilka z nich przeczytam w najbliższej przyszłości. W domu mam egzemplarz: "Najgorszego człowieka na świecie", więc mam nadzieję w tym roku tę książkę przeczytać. Intryguje mnie też "Paryż".

    Ja już przeczytałam "Dziewczynę z pociągu". Moje wrażenia raczej nie będą dla Ciebie przydatne, bo masz większe doświadczenie z takim gatunkiem literackim niż ja ;)

    Ciekaw plany czytelnicze na ten rok. Ja też się muszę nad tym zastanowić :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zostawiasz po sobie ślad, bo to daje mi motywację do pisania. Fajnie jest mieć świadomość, że moje słowa nie trafiają w próżnię. Każdy komentarz czytam z uwagą, choć nie na każdy odpisuję. Nie widzę sensu w odpisywaniu dla samej zasady, kiedy nie mam nic do dodania. Mam nadzieję, że to rozumiesz.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...