18.06.2012

Kącik polskiego filmu: Hel (reż. K. Dębska, 2009)


Bardzo nietrafiony ten plakat

W naszym kraju nie często kręci się filmy o uzależnieniu od narkotyków, dlatego Helu byłam bardzo ciekawa od chwili kiedy wszedł do kin. Ale znalazłam wtedy inne priorytety. Obejrzałam w końcu niedawno, podchodząc do filmu z dużymi nadziejami (zazwyczaj staram się mieć do filmów takie podejście). Cóż, jestem rozczarowana.

Bohaterem filmu jest Piotr, lekarz szpitala psychiatrycznego. Wydaje się być poczciwym, dobrym lekarzem i tylko jeśli przeczytamy opis filmu przed seansem, będziemy na niego spoglądać jak na byłego narkomana.

Film pokazuje ważną rzecz: że uzależnić może się każdy – narkomani to nie tylko ludzie z marginesu . Po drugie - nie pokazuje początków uzależnienia, tylko powrót do niego, co oznacza, że zerwanie z nałogiem nie jest łatwe – raczej na tym się skupia, na odwiecznej z nim walce, bo kto wie, czy bohater pod wpływem kolejnych zajść w pracy nie powróci do ćpania. Ten pokazany w filmie powrót do nałogu ukazany jest w ekspresowym tempie, właściwie motywacja bohatera jest niezrozumiała (samobójstwo pacjentki, która wielokrotnie mu się narzucała, była w nim zakochana), a on sam dosłownie w ciągu 5 minut filmu staje się brudnym, śmierdzącym ćpunem, od którego wszyscy się odwracają. Podobnie, w ciągu kilku następnych minut wychodzi na prostą i wraca do medycyny (czy takie powroty są możliwe? bardzo to dla mnie zastanawiające).

Niewykorzystany został potencjał kilku wątków: rodząca się nić porozumienia między synem Piotra a Hanką, jego dziewczyną, a także codzienność w szpitalu psychiatrycznym – te sceny wydają się być najciekawsze i są całkiem realistyczne. Z drugiej strony, jeśli dominującym tematem filmu miał być nałóg, to trzeba było poświęcić mu więcej miejsca, zrezygnować chociażby z przydługiego początku, wprowadzającego nas w życie Piotra, który jest po prostu nudny (początek, nie Piotr), czy jakichś nic nie wnoszących scen właśnie w szpitalu. Razi jeszcze to, że autorka nie wnika za bardzo jak i dlaczego Piotr zaczął brać, nie zgłębia psychiki bohatera, ale szybko strąca go w heroinową przepaść, by widzem wstrząsnąć i go zszokować. Wywołuje trochę emocje na zawołanie, bo trudno przejść obojętnie obok człowieka który upadla się, by zaspokoić narkotykowy głód, ale jest to ze strony reżyserki zagranie nieczyste. Wyraźne pójście na łatwiznę i zlekceważenie inteligencji i oczekiwań widza.

Atutem filmu jest aktorstwo Królikowskiego. Może nie jest to aktor wybitny, ale sprawdza się w swoim stereotypowym emploi Kusego z Rancza. Jego Piotr jest postacią bardzo niejednoznaczną i to akurat dobrze. Żurek w roli jego syna jest natomiast jak zwykle bezbarwny i średnio wiarygodny w roli zbuntowanego dwudziestolatka – młodzieżowe ciuchy wyglądały na nim komicznie i nie udało się go nimi odmłodzić. Nie wykorzystano też w pełni talentu Anny Geislerovej, Czeszki, która w swoim kraju jest prawdziwą gwiazdą. Na uwagę zasługują za to Janusz Chabor i Bartosz Żukowski, wciąż niedoceniony i postrzegany przez pryzmat roli półgłówka w Świecie według Kiepskich, a moim zdaniem bardzo utalentowany. W filmie wystąpili też Bartłomiej Topa i Maciej Maleńczuk. Obaj niemal się nie odzywają, pojawiają na kilkadziesiąt sekund, ale nie przeszkodziło to, by ich nazwiska znalazły się wyróżnione na plakacie filmu. Jeden z najbardziej perfidnych chwytów reklamowych, z jakimi miałam do czynienia.

Nie ma sensu pisać o reklamowaniu tego filmu jako polskiej odpowiedzi na Requiem dla snu, bo to jakieś nieporozumienie. Drugą formą reklamy był spot w konwencji sugerującej, że to lekka komedia („żeby życie miało smak” głosił slogan), co jest jeszcze bardziej niezrozumiałe i utwierdza mnie w przekonaniu, że w Polsce po prostu oszukuje się widzów.

Na osłodę po tej łyżce dziegciu muszę pochwalić reżyserkę za to, że nie zajmuje żadnego stanowiska, nie poucza, nie mówi, że narkotyki są „be”. Jej film nie ma nic wspólnego z pogadanką szkolną na ich temat. Choć sam film nie jest udany, to zawsze jakiś plus.

Moja ocena filmu to 5/10. 

3 komentarze:

  1. No, no... reklamować się "Requiem dla snu" to trzeba być albo odważnym albo głupim. Mam wrażenie, że narkomania nie jest już taka brudna czy grunge'owa jak w latach 90. Przynajmniej nie jest już tak obecna w mediach, nie widać tych ostrzeżeń. Podobnie jest z AIDS i HIV, ale to nie ten temat.

    Od filmu odstręcza mnie Maleńczuk, buca po prostu nie trawię. Inna sprawa, że są nikłe szanse bym go obejrzała w tv. Twoja recenzja jest potwierdzeniem tego, co mi siedziało pod skórą w związku z "Helem". A może któregoś dnia mi odbije i zobaczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat Maleńczuka tam widać przez jakieś 30 sekund (i chyba nawet nic nie mówi), także naprawdę nie masz się czego obawiać ;D Zdecydowanie są lepsze filmy w polskiej kinematografii, ale gdybyś jednak trafiła na niego, to nie zaszkodzi rzucić okiem ;)

      Usuń
  2. Widziałam film jakiś czas temu. Nie miałam żadnych oczekiwań, zdaje się byłam przed oglądaniem filmu dość sceptycznie nastawiona. Może dlatego nie rozczarowałam się aż tak bardzo. Jednak zgadzam się z tym co napisałaś w 100%. Temat niewykorzystany, spłaszczony, niewiarygodny, wątki nie pozamykane. Szkoda. Za to Chabior, którego od jego epizodu w filmie "Zero" wielbię bezapelacyjnie to mistrzostwo!
    Pozdrawiam Pogorzelec z Sochaczewa:))))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zostawiasz po sobie ślad, bo to daje mi motywację do pisania. Fajnie jest mieć świadomość, że moje słowa nie trafiają w próżnię. Każdy komentarz czytam z uwagą, choć nie na każdy odpisuję. Nie widzę sensu w odpisywaniu dla samej zasady, kiedy nie mam nic do dodania. Mam nadzieję, że to rozumiesz.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...