28.04.2013

Kącik polskiego filmu: Obława (reż. M. Krzyształowicz, 2012)/Pokłosie (reż. W. Pasikowski, 2012)


O dwóch polskich filmach było naprawdę głośno w ostatnich miesiącach. Głośno w sensie pozytywnym, jakkolwiek obydwa filmy budziły pewne kontrowersje. Mowa o Obławie i Pokłosiu. O obydwu filmach już ucichło, zostały wydane na DVD i można je sobie obejrzeć na spokojnie. I z takiej właśnie możliwości skorzystałam. Lepiej późno niż wcale, Wam też radzę nadrobić, jeśli jeszcze nie widzieliście. Te dwa filmy potwierdzają, że polskie kino wcale nie jest w słabej kondycji. Ci, którzy tak twierdzą, oglądają po prostu niewłaściwe filmy.

























Zacznijmy od Obławy, bo tu temat, o ile tak można w ogóle powiedzieć, jest lżejszy niż w przypadku Pokłosia. Film Marcina Krzyształowicza to film o wojnie, jakiego do tej pory próżno szukać w archiwach polskiej kinematografii. Porównywano go do Bękartów wojny, co jest ogromną przesadą, ale nie mniej, film z pewnością czerpie z najlepszych, zachodnich wzorców. Bo Obława nie jest kolejną laurką ani nie jest filmem martyrologicznym, a właściwie tylko takie powstają w Polsce w temacie wszelkich wojen, powstań czy narodowych zrywów. Obława jest przede wszystkim znakomitym, trzymającym w napięciu i zmuszającym do myślenia, thrillerem. Jak trafnie zauważył jeden z recenzentów filmwebu, Obława jest filmem o zdradzie, o ludziach którzy zdradzili i powodach, dla których to zrobili. Jeden z bohaterów zdradza kraj, bo chce zapewnić żonie dostanie życie. Ona zdradza męża, donosząc na niego. Młoda sanitariuszka wystawia swój oddział partyzancki Niemcom, dla dobra siostry. Główny bohater pozornie nikogo nie zdradza, ale też nie pozostaje bez grzechu – ma się w końcu pozbyć kolegi z dawnych lat a dodatkowo sugeruje się nam, że sypiał z jego żoną. Bohaterowie, co znamienne i rzadko spotykane w tego typu polskich produkcjach, nie są więc kryształowo czyści. Oczywiście tło wydarzeń czyli wojna nie jest bez znaczenia, ale wydaje się nie być rzeczą najważniejszą. Reżyser pokazuje, że w tamtych czasach ludzie po prostu kombinowali, jak przetrwać, jak przeżyć, jak uratować siebie czy bliskich – i w dużej mierze nie mieli skrupułów, by dany cel osiągnąć. Każdy z bohaterów pragnie odmienić swój los i postępuje może nie do końca uczciwie czy moralnie, ale przecież wojna to nie czas na sentymenty. A z drugiej strony, podczas gdy wokół panuje wojna, ci ludzie największą walkę toczą wewnątrz siebie – z samym sobą.

Co wyróżnia Obławę, to zdecydowany brak scen militarnych typu wybuchy, strzelaniny, pościgi itp. Wojenne piekło pokazane jest w sposób oszczędniejszy – od strony psychologicznej. To, że to wyszło i nie nudzi to, zasługa aktorów, samego scenariusza, ale przede wszystkim znakomitego montażu. W tym miejscu muszę się przyznać, że oglądając film po raz pierwszy, o baaardzo późnej porze, kilka razy przysnęłam. Pogubiłam się niestety z lekka – film trzeba oglądać uważnie, by dokładnie powiązać konkretne sceny z sobą i zrekonstruować przebieg wydarzeń, który pokazany na ekranie został w sposób niechronologiczny.  Za drugim razem oczywiście nie było to już trudne ;) Zwiastunem dobrego filmu jest już zresztą scena otwierająca Obławę – tej akurat sam Tarantino mógłby się nie powstydzić.

Na brawa zasługują wspomniani już aktorzy. Dorociński to klasa sama w sobie – nie ma chyba roli w której ten aktor by się nie sprawdził. Jak się okazuje, granie twardzieli też mu jak najbardziej wychodzi. Z kolei Maciej Stuhr to zaskoczenie, pozytywne rzecz jasna, bo w takiej roli jeszcze go nie widzieliśmy. Postać Kondolewicza jest do szpiku zła, bezwzględna -  to jeden z najczarniejszych czarnych charakterów, jakich w polskim kinie widzieliśmy ostatnimi czasy. Na duży plus zasługuje słusznie nominowana za tę rolę do Orłów, Weronika Rosati. Widać, że aktorka, którą nie oszukujmy się, znamy głównie jako celebrytkę i wielką fankę gwiazd dawnego Hollywoodu (pisała felietony o nich m.in. na łamach Stopklatki i Plejady – i naprawdę zna się na temacie) oraz z czwartoplanowych ról w zagranicznych produkcjach, potrafi też przekonująco grać. Dziewczyna ma potencjał, a ponadto potrafi się w rolę zaangażować – wieść niesie, że gra bez makijażu, bo przecież mało prawdopodobne, że jej bohaterka makijaż sobie w okopach robiła. Sonia Bohosiewicz bardzo mnie do siebie zniechęciła udziałem w przeróżnych gniotach, jednak tutaj spisuje się poprawnie. Jej wyraz twarzy zapamiętuje się na długo. Na uwagę na pewno zasługuje drugi plan – Bartosz Żukowski (w naszej pamięci na zawsze Walduś Kiepski), Alan Andersz – jednak potarfi grać, celebryta jeden), Andrzej Mastalerz na swoim stałym, dobrym poziomie. Mignie wam nawet Anna Guzik, która w rolę polsko – niemieckiej wyniosłej tłumaczki wcieliła się na tyle przekonująco, że jej ledwie dwuminutowy może występ naprawdę zapada w pamięć. Spokojnie mogłaby zagrać też bezwzględną Niemkę.


Cóż, jednym słowem Obława zostawia po sobie jak najlepsze wrażenia. To film, którego jako Polacy nie powinniśmy się wstydzić. Wstydzić natomiast możemy się tego epizodu naszej historii, o którym opowiada Pokłosie Władysława Pasikowskiego. Film mocno podzielił publiczność. Najwięcej „ale” mają ci, którzy go nie widzieli. A nie widzieli, bo jest według nich antypolski. Może nie do końca wiadomo jak było, a tym bardziej nie wiem tego ja, bo nie posiadam zbyt szczegółowej wiedzy historycznej, ale o mordzie Polaków na żydach w Jedwabnem, w trakcie wojny, mówi się od dawna, więc wydaje mi się, że coś jest na rzeczy (mord był na pewno, kwestia do rozstrzygnięcia czy to prowokacja niemieckich okupantów czy zimnokrwisty uczynek Polaków, chcących zagarnąć ich majątki). Tego tematu dotyka Pokłosie. Nie widzę najmniejszego powodu, aby z samego tego względu ten film krytykować. A jednak w ostatnich dniach przekonałam się, że naprawdę są Polacy, którzy nie lubią żydów i nigdy nie obejrzą tego filmu, bo jest o Żydach i obraża Polaków. Serio, słowa dwudziestoletniego chłopaka. Nie chcę, żeby recenzja filmu przerodziła się w dyskusję nad kwestiami ideologicznymi, ale skoro taka jest historia, takie wydarzenie miało miejsce, to czemu o tym milczeć? Jasne, nikt się nie chwali swoimi grzechami, więc być może jako naród też nie powinniśmy. Ale z drugiej strony jest coś takiego jak uczciwość, moralność. Poza tym ten film otwiera przecież oczy – większość z nas myśli, że Polacy pomagali zawsze Żydom, o czym mówi np. film W ciemności czy biografia Ireny Sendlerowej. Tymczasem medal ma zawsze dwie strony. Pokłosie pokazałabym w pierwszym rzędzie młodzieży, która pojęcie o historii naszego kraju ma marne, a dzięki konwencji jaką przyjął Pasikowski, ma możliwość w przystępny sposób zapoznać się z faktami, które wypada znać. Kiedy myślę o tym, co jeszcze może oburzać w Pokłosiu przychodzi mi na myśl właśnie także konwencja. Pokłosie jest bowiem znakomitym thrillerem. Trzymającym w napięciu, mrocznym, angażującym widza. Skrojonym idealnie według najlepszych amerykańskich wzorców. Być może tylko taka forma „sprzedania” tego trudnego tematu miała szansę powodzenia. Gdybyśmy dostali film wiernie odtwarzający wydarzenia z 1941 roku, nie obyłoby się bez niepotrzebnego patosu. Akcja Pokłosia dzieje się natomiast współcześnie. W najkrótszym skrócie mówiąc, dwóch braci Kalina dociera do faktów dowodzących, jakoby ich ojciec brał udział w pogromie Żydów, jaki miał miejsce w ich wiosce podczas wojny.

Nie ma sensu oceniać filmu ze względu na jego temat. Jak Pokłosie wypada jako film po prostu? Moim zdaniem bardzo dobrze. Jak wspomniałam, napięcie jest odpowiednio dawkowane, a niepokój, który czuć w każdej scenie, podsyca znakomita muzyka. Jest jednak kilka niedorzeczności, trudno już uwierzyć w sam fakt, że nagle w prostym rolniku budzi się sumienie i postanawia on rozebrać drogę, która jest utworzona z żydowskich nagrobków, by te nagrobki, a tym samym pamięć o tych ludziach, ocalić od zapomnienia i zwrócić im godność. Z kolei jego brat błąka się nie wiadomo po co po lesie, a walizkę zostawia przy drodze, po czym gdy wraca walizki już nie ma. Kontrowersje może też budzić zakończenie, któremu nie można co prawda odmówić symbolizmu, ale jednocześnie można mu zarzucić pewną „taniość”, najłatwiejszy możliwy sposób, by zaszokować widza i nie dać mu zapomnieć o filmie na długo po seansie. Jeśli chodzi natomiast o aktorstwo – wiem, że zdania są tu podzielone. Dla mnie Stuhr i Czop wypadli bardzo przekonywująco, zwłaszcza w sposobie oddania emocji swoich bohaterów. Ten drugi to dla mnie całkowite odkrycie, tym bardziej cieszę się, że mogłam go poznać poprzez rolę w tak ważnym i dobrym filmie. Na drugim planie też dzieje się dobrze – jest Jerzy Radziwiłowicz, Danuta Szaflarska, Andrzej Mastalerz, a nawet nieco zapomniany Zbigniew Zamachowski.

Przyznaję, że medialny szum wokół Pokłosia zniechęcił mnie do tego filmu. Jednak, kiedy okazało się, że film ukazał się już na DVD pomyślałam, że nie mam nic do stracenia i obejrzeć mogę. Było warto, więc nawet jeśli obawiacie się czy ten film aby na pewno jest dla Was, gorąco namawiam do obejrzenia – możecie się jedynie miło rozczarować.

Moja ocena to dla Obławy 8/10, dla Pokłosia 9/10

8 komentarzy:

  1. Obławę widziałam i podzielam Twoje zdanie, Pokłosia jeszcze nie, ale muszę nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak na polskie standardy, te filmy są wyjątkowo dobre. Choć do mnie bardziej przemówiła OBŁAWA. Ale tylko minimalnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, w Polsce jest nie najgorzej jeśli chodzi o filmy. Kac Wawa itp. to tak naprawdę wyjątki.

      Usuń
  3. Na "Pokłosiu" byłam w kinie i podpisuję się pod Twoją opinią. Jednak "Obława" zawiodła mnie, oczekiwałam czegoś lepszego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ujmę to tak, oba filmy należą do tej nielicznej kategorii, gdzie wiem, że ich nie obejrzę. Niemniej Twoja recenzja sprawiła, że zaczęłam się wahać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś mi to nie po "polskiemu" wyszło. Przepraszam ;)

      Usuń
  5. Ad próżni - Gospodyni potrafi przekonująco pisać. Dziewczyna ma potencjał.
    Stąd moja ocena:
    1.
    Nie bardzo przekonywa/ przekonuje to „...wypadli bardzo przekonywująco...".
    2.
    Jednak, kiedy przeczytało się, że film otrzymał zachwyt Gospodyni, pomyślałem, że powinna ona dodać komę w zdanku:
    „...Jednak, kiedy okazało się, że film ukazał się już na DVD pomyślałam, że nie mam..."
    Niemniej może wziąć komę [i spację] ze zdania:
    „...ale nie mniej, film z pewnością..."
    ku:
    „...ale niemniej film z pewnością...".

    Też ku:
    „...ludziach, którzy zdradzili..."
    „...wystawia swój oddział partyzancki Niemcom dla dobra ..."
    „...kolegi z dawnych lat, a dodatkowo sugeruje..."
    „...po prostu kombinowali jak przetrwać..."
    „...To, że to wyszło i nie nudzi, to zasługa aktorów..."
    „...Oczywiście, tło wydarzeń, czyli wojna, nie jest..."
    „...nie ma chyba roli, w której ten aktor by..."
    „...nominowana za tę rolę do Orłów Weronika Rosati..."
    „...Cóż, jednym słowem, Obława..."
    „...a dzięki konwencji, jaką przyjął Pasikowski..."
    „...po czym, gdy wraca, walizki już..."
    „...obawiacie się, czy ten film..."

    A film Obława wart obłaskawiania. Pokłosia nie widziałem, ale mam widzieć.

    Dar61
    dar61@gazeta.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham takie komentarze, zatem z radością odpowiadam. Poza tym, przypomniałeś mi, drogi Anonimowy, o moim znajomym i już miałam myśleć, że to on wystosował ten komentarz, gdyby nie to, że on wystrzega się Internetu jak diabła wcielonego.

      Przyznaję, że nie rozumiem kompletnie drugiej części Twojej wypowiedzi. Nie mam zamiaru się tłumaczyć. Chciałam tylko napisać, że nie widzę sensu w wytykaniu ludziom błędów interpunkcyjnych, zwłaszcza kiedy są to dwa błędy na cały tekst. Druga sprawa - "przekonująco" jest formą poprawną. Odsyłam do słownika PWN. Co do "niemniej" mogę się zgodzić, mój błąd. Generalnie, nie wiem co Twój komentarz miał na celu, ale chętnie się dowiem. Aha, i podziwiam, że Ci się chciało poświęcać swój czas na wytykanie mi moich błędów. Z drugiej strony, to smutne.

      Usuń

Dziękuję, że zostawiasz po sobie ślad, bo to daje mi motywację do pisania. Fajnie jest mieć świadomość, że moje słowa nie trafiają w próżnię. Każdy komentarz czytam z uwagą, choć nie na każdy odpisuję. Nie widzę sensu w odpisywaniu dla samej zasady, kiedy nie mam nic do dodania. Mam nadzieję, że to rozumiesz.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...