15.04.2011

Z notatnika kinomanki, cz. II

Po dłuższej przerwie znalazłam chwilę, by podzielić się odczuciami na temat kilku ostatnio obejrzanych filmów. Dziś pisanie umila mi KT Tunestall.


Pierwszy film o jakim chcę napisać to kultowe w pewnych kręgach "300". Pewna scena z tego filmu doczekała się tylu parodii na You Tube, że już sam ten fakt mnie zachęcił do obejrzenia. Niby dużo akcji, więc nie moja bajka, ale z drugiej strony lubię filmy o starożytnych czasach. No i "komiksowy" styl (na pewno ma swoją formalną nazwę, więc jeśli ktoś wie, to niech mnie oświeci), który zachwycił mnie już w "Sin City". I to jest jedyna rzecz, która mnie nie zawiodła. Komiksowo wystylizowane zdjęcia robią niesamowite wrażenie. Ten film to jedna wielka uczta dla oka. Owa wspomniana scena też robi wrażenie, ale jest praktycznie na samym początku filmu, więc potem nie ma już na co czekać. Film jest zdominowany przez sceny batalistyczne, kuleje warstwa psychologiczna postaci. To przede wszystkim film dla mężczyzn i im z pewnością się spodoba.
Moja ocena to 6/10


Pozostańmy w klimatach militarystycznych. "Jaja w tropikach" to słaba komedia o kręceniu filmu wojennego i jednocześnie parodia tego gatunku. Słaba, bo humor jest bardzo nierówny: jest parę naprawdę zabawnych sytuacji czy tekstów, ale w większości ich poziom jest żenująco niski. Początek jeszcze zwiastuje coś interesującego, ale kiedy kręcenie filmu przeradza się w prawdziwą walkę o przetrwanie poziom abstrakcji staje się dla mnie za wysoki. Plusem jest rola, co nie trudno zgadnąć, Roberta Downey Jr. prześmiewcza w stosunku do aktorskiej Metody Stanisławskiego, bardzo popularnej wśród dzisiejszych gwiazd kina.
Moja ocena to 5/10


Wobec tego rozczarowania zmieniamy gatunek na bardziej przewidywalny. W komedii romantycznej zawsze znajdą się jakieś pozytywy. W "Sex Story" głównym atutem jest Natalie Portman. Można by się zastanawiać, co skłoniło ją do zagrania w tak przeciętnym filmie, którego przewidywalność aż boli (może znajomość z reżyserem?). To taka gorsza, maksymalnie uproszczona (ale też chyba weselsza) wersja "Miłości i innych używek". Nie oznacza to jednak, że film się źle ogląda. Wręcz przeciwnie, to całkiem przyjemnie spędzone 100 minut. Ashton Kutcher jak się okazuje jest zdecydowanie mniej wkurzający, gdy gra chłopaka o dobrym sercu ;) Jest też w filmie kilka fajnych motywów, które wywołają uśmiech u każdej dziewczyny, jak np. pęk marchewek, który dostaje nasz główna bohaterka zamiast bukietu kwiatów. A w niej samej każda z nas odnajdzie pewnie jakieś własne lęki. Urok tego filmu bez dwóch zdań to urok Natalie i gdyby nie ona, moja ocena pewnie byłaby niższa.
A tak oceniam na 6/10

"Edward Nożycoręki" to może już nie tak lekkie klimaty, ale najpotężniejsze działo zostawiłam na koniec. Edwarda obejrzałam pierwszy raz w całości właśnie dziś, do czego może wstyd się przyznać. Kiedy byłam mała, bałam się tego filmu (oczywiście ze względu na wygląd Edwarda). Ale Edward to chłopak o złotym sercu ;) A film ma w sobie wszystko co burtonowskie. To dopiero ósmy film tego reżysera, który obejrzałam i stawiam go na równi z moim ulubionym jak do tej pory "Sweeney Toddem". Na pewno mam ochotę na następne (przede mną niedługo "Batman" ). "Edwarda..." świetnie się ogląda ze względu na baśniowy, momentami ponury klimat, bardzo dobre aktorstwo (zwłaszcza Deppa, Dianne Wiest i Kathy Baker), umiejętne budowanie napięcia i dynamiczne sceny pokazujące fryzjerską wirtuozerię Edwarda. Jednak jest to też film po prostu smutny, bo podejmuje temat alienacji i nieprzystosowania, przy czym nie zostawia miejsca na optymizm. Jedyne moje zastrzeżenie dotyczy wątku miłosnego między Edwardem a bohaterką graną przez Winonę Ryder (która aktorsko wypada zresztą blado). Ich miłość bierze się praktycznie znikąd i wybucha nagle, co jest trochę kiczowate i trąci tanim melodramatem. Ale mimo wszystko...
...moja ocena to 8/10


Na koniec film, na którym się zawiodłam najbardziej. Prawdopodobnie nie potrafię go docenić, bo zachwytów nad nim nie brak. Mowa o "Moim własnym Idaho" Gusa van Santa. Obejrzałam go ze względu na legendę Rivera Phoenixa. I muszę przyznać, że faktycznie wypadł tu dobrze, ale nie aż tak zachwycająco jak sobie wyobrażałam. Film jest dosyć dołujący i ciężki w odbiorze. Co prawda z filmu płynie pewna mądrość życiowa, pewne sceny poruszają, a scena przy ognisku nawet wzrusza, ale jakoś nie potrafiłam się wczuć w jego klimat, kompletnie mnie nie wciągnął. Nie przemówiła do mnie też stylizacja języka na teatralną dramę. Przestrzegam, ale nie zniechęcam. Miejcie jednak na uwadze, że to bardzo wymagający film, zdecydowanie nie dla wszystkich.
Moja ocena to 5/10

4 komentarze:

  1. Oglądałam z opisanych przez Ciebie tylko "300". To film specyficzny, komiksowy, ze świetną muzyką, ale strasznie przerysowany ( wiem tak miało być ). Do mnie jakoś specjalnie nie trafił za to na jego parodii uśmiałam się jak głupia ;)
    Na pewno obejrzę "Sex story" i Edwarda muszę ! Kiedyś widziałam tylko fragment, ale całości nigdy nie oglądałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo przyjemna piosenka KT Tunestall :)

    Z tych filmów widziałam tylko "Edwarda Nożycorękiego". Uwielbiam ten film od dziecka. Nigdy nie bałam się samego Edwarda, wręcz mnie fascynował. Nawet ostatnio leciał w tv, bo oglądałam końcówkę.
    "Batman" w wersji Burtona oglądałam wczoraj na Ale Kino. Nie jestem w stanie powiedzieć który raz :D

    Z pozostałych filmów na pewno obejrzę "Sex Story". Dla Natalie :) Ale to chyba film na raz.
    "300" mam gdzieś na płycie, bo tata jest fanem. Nie wiem czy się skuszę, może kiedyś...
    "Jaja w tropikach" - widziałam kawałek. Ale nie przepadam za filmami Stillera. Wolę Sandlera :)
    "Moim własnym Idaho" - słyszałam, że ten film to łatwych nie należy. Może spróbuję się z nim zmierzyć.

    OdpowiedzUsuń
  3. @przyjemnostki

    Okazuje się, że nie ma się co bać Edwarda ;D Polecam :) Parodie 300 też chyba podobają mi się bardziej niż sam film. W dodatku zastanawiam się, czemu akurat ta scena wywarła na widzach takie duże wrażenie, że aż poddali ją tak licznym parodiom?

    @Klaudyna

    Polecam też pozostałe utworu Kate ;)
    Tez oglądałam Batmana w niedzielę na Ale Kino! Tyle, że ja po raz pierwszy :) Teraz muszę przypilnować drugiej części.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że zostawiasz po sobie ślad, bo to daje mi motywację do pisania. Fajnie jest mieć świadomość, że moje słowa nie trafiają w próżnię. Każdy komentarz czytam z uwagą, choć nie na każdy odpisuję. Nie widzę sensu w odpisywaniu dla samej zasady, kiedy nie mam nic do dodania. Mam nadzieję, że to rozumiesz.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...